piątek, 4 listopada 2016

Żywiec, Szampańskie



Żywiec, Szampańskie [a.4.8%;11.4%wag.]

"Szlachetne piwo z dodatkiem drożdży szampańskich i aromatycznych chmieli. Piwa szampańskie były warzone w Browarze w Żywcu już w 1892 roku."
"Receptura piwa Szampańskie jest dziełem mistrzów Żywieckiej Szkoły Piwowarskiej, którzy od pokoleń pracują w warzelniach arcyksiążęcych w Żywcu i Cieszynie."

Na taki wynalazek natrafiłem w Carrefour. Może wypadałoby je przemilczeć, ale w gruncie rzeczy nie jest takie tragiczne, więc niech stracę na nie 45 z życia, moja strata.

Słody: pszeniczny, jęczmienny
Chmiele: Chinook, Cascade
Inne: kolendra, drożdże
Serwować w temp. 4-6*C
Psteryzowane, ale mimo kompletnej klarowności "mętność i osad są naturalnymi cechami produktu", więc chyba niefiltrowane.

Aparycja: jasne, zółto-zielonkawe, w pełni klarowne [4]

Piana: średnioziarnista, średniowysoka, opada dosyć szybko pozostawiając czyste szkło; już po ok. dwóch minutach zostaje tylko cienka firanka [2.5]

Zapach: wyraźnie kolendrowy i cytrusowy, nieco lemoniadowaty, całkiem świeży z wyczuwalnymi nutami szampańskimi, pełną, zbożowo-ciasteczkową podstawą słodową i żywiczno-cytrusowo-ziołowym, średnim aromatem chmielu, zbalansowane, dosyć ciekawe i nawet przyjemne; po ogrzaniu daje się wyczuć leciutką karmelowość [3.5]

Smak: bardzo wodnisty, zdominowany przez świeży, ale nie za silny aromat kolendry, po prostu niewiele smaku w tym piwie, więc i tak słaby aromat jest w stanie je zdominować; aromat chmielu gdzieś tam czuć w tle, a goryczka jest na poziomie lagera, poza tym jest trochę ziarna w podstawie, ale ta szampańskość gdzieś znika, chociaż czuć jakieś fermentacyjne smaczki; bardzo zimne jest nie najgorsze, czyste w smaku, pozbawione wad, ale też nie jest to nic specjalnie ciekawego [2.5]

Treściwość: bardzo niska, taka aromatyzowana woda z bąbelkami, na lato jak znalazł, a w zimie bez sensu [2]

Nasycenie: średniowysokie, dosyć drobne, ale z szampanem nie ma nic wspólnego [3]

Opakowanie: elegancki, fioletowy wariant żywieckich specjałów, na szyjce dopisek "limitowana edycja", kapsel dedykowany [5]



Producent: Grupa Żywiec S.A.; www.żywiec.com.pl
Zakupione w: Carrefour Sadyba Best Mall
Degustowane: 04.11.2016r. ok. godz. 16:15 w Sulejówku
Data ważności: 23.03.2017
Numer Partii: L6267616D0416
Soundtrack: "The Ultimate Sin" by Ozzy Osbourne

niedziela, 30 października 2016

Setka (Wąsosz), Curacao Witbier [a.6%;e.12*;IBU26]

"Kiedy Krzysztof Kolumb opływał Morze Karaibskie trafił na wiele pięknych wysp, ale nie udało mu się dotrzeć do Curacao - wyspy której symbolami są biały piasek, turkusowa woda i gorzkie pomarańcze. Na szczęście chmielowi Columbus udało się trafić do butelki - tu króluje białe piwo, turkusowa etykieta i słodko-gorzki aromat cytrusów. I jest równie pięknie! Zebraliśmy się we czterech i nawarzyliśmy niezłego piwa - tak powstał Browar Setka! Sięgamy do historii, ale zawsze patrzymy w przyszłość. Ze starych receptur wyciągamy to, co najlepsze, dodając do nich odrobinę naszej wyobraźni."

Nie spodziewałem się niczego specjalnie dobrego, a układ etykiety żywcem zdarty z pinty nasuwał skojarzenia z piwowarskim januszowaniem. Dodatkowo miodowy zapaszek zwiastował jakieś oznaki utlenienia, na szczęście sytuacja zmieniła się po przelaniu piwa do kielicha. Mały minus za wyraźny smak alkoholu, ale poza tym jest to więcej niż poprawny witbier... no może goryczka trochę za silna, ale pewnie podobałaby mi się gdyby właśnie nie łączyła się z alkoholem.


Słody: pszeniczny i pilzneński (dostarczone przez BREWservice
Chmiele: Columbus
Inne: płatki pszeniczne, płatki owsiane, skórka gorzkiej pomarańczy, skórka słodkiej pomarańczy, kolendra, mirt cyrtynowy
Drożdże: Mangrove M27
Pasteryzowane i niefiltrowane.
Suerowana temp.: 4-8*C
Polecane do: mule, frytki belgijskie, mascarpone, panna cotta

Aparycja: jasnozłote, mętne [5]

Piana: drobno/średnioziarnista, średnia i dosyć szybko opada i znika bez śladu [2.5]

Zapach: pszeniczno-biszkoptowo-ziołowy z ziarnisto-chlebowym tłem, wyraźną nutą drożdży, leciutkim, cytrusowym aromatem chmielu i skórek pomarańczy, w miarę ogrzewania uwypukla się karmelowość i rozpuszczalnik, czyli rzecz raczej niespotykana w wicie, silniejszy staje się też aromat pomarańczy; z butelki na początku zaleciało miodem, ale na szczęście ze szkła nie było go czuć, a już myślałem, że stało za długo na półce [4]

Smak: orzeźwiający, ziołowo-drożdżowo-chmielowy z wyraźną pikanterią i lekkim kwaskiem skórek pomarańczy, goryczka dosyć silna jak na wita i miesza się z wyraźną goryczą pomarańczy i niestety alkoholu; w podstawie sporo treści, głównie ziarno pszenicy, tost i płatki owsiane, może trochę biszkoptu, ale na szczęście nie ma żadnego karmelowego ulepku [4]

Treściwość: całkiem spora, jak na wita, ale nie umniejsza to jego właściwości chłodzących; dodawanie owsu do wita ma sens, pamiętam, że bardzo odpowiadała mi delikatnie kremowa konsystencja kanadyjskiego Blue Moon, kiedy zaczynałem przygodę z witami [5]

Nasycenie: średnioniskie... chyba, nie zauważyłem braku, ani nadmiaru [5]

Opakowanie: turkusowa etykieta z plażingowo-surferskimi motywami byłaby niemalże indentyczna z etykietami PINTY, gdyby nie biały pas z nazwą piwa i browaru w jej centrum, dopiero pod koniec pomyślałem, że pewnie wdrukowana jest przez tę samą firmę, co etykiety PINTY; kapsel czarny, butelka pseudo-NRW [4.5]

Uwarzone przez: Browar Setka; www.browarsetka.pl; setka@browarsetka.pl; fb.com/browarsetka
Uwarzone w: Wąsosz Sp.z.o.o., Wąsosz 95, 42-274 Konopiska
Zakupione w: Tesco w Sulejówku
Cena: ok. 6.49PLN (promocja)
Degustowane: 09.08.2016r. ok. godz. 10:30 w Sulejowku
Data ważności: 11/12/2016
Soundtrack: "Remission" by Mastodon

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Pinta (Zarzecze), Jumbo - Imperial Black IPA 19.1*


Pinta (Zarzecze), Jumbo Imperial Black IPA [a.7.9%;e.19.1%;IBU83]

"PINTA Jumbo 19.1* - to co najlepsze w naczej czarnej IPA. Intensywna goryczka od polskiego Magnum. Solidne, czekoladowe ciało od niemieckich słodów jasnych i palonych. Żywiczno-cytrusowy aromat od amerykańskich odmian Simcoe oraz Cascade. Teraz to wszystko w wersji XL. Jumbo - dla wszystkich, którzy wolą więcej."

To coś powinno zostać uwarzone parę miesięcy wcześniej, może wtedy zostałoby wykupione przez jesień i zimę i nie natknąłbym się na nie w lecie.

Słody (Weyermann): Pale Ale, monachijski typ II, Caramunich typ II, Carapils, Caraamber, Carafa Special Typ II
Chmiele: Magnum (PL), Simcoe, Chinook, Cascade (USA)
Drożdże: Fermentis Safale US-05
Pasteryzowane, niefiltrowane.
Sugerowana temp.: 9-10*C
Polecane do: Ostra zupa chilli, ser Gruyere



Aparycja: bardzo ciemne, mahoniowe, prawie klarowne [5]

Piana: beżowa, drobnoziarnista, w miarę wysoka i opada nie za szybko [3.5]

Zapach: intensywny i bogaty, paloność dobrze zbalansowana przez chmiel; dominuje palony słód przypalone chleby i ciasta drożdżowe, czekolada, przypalony karmel, kawa i żywiczno-grapefruitowy aromat chmielu, w dalszym planie orzechy, rodzynki, suszone śliwki i nieco trawiastości z chmielu, przy porządnym, mocnym niuchnięciu przypomina to jakiś kakaowo-kawowy sernik [4]

Smak: gęste, jedwabiste, palono-orzechowo-kawowe, mocno popielne i cukrowo słodkie, w podstawie dużo czekolady, przypalonej skórki chleba, prażonych i palonych zbóż, węgla drzewnego i trochę karmelu, aromat chmielu nie tak wyraźny jak w zapachu, ale goryczka jest bardzo silna, zarówno chmielowa, jak i palona, alkohol mocno wyczuwalny, także w drugiej połowie czuję tylko, że piję coś gorzko-słodkiego, walącego spirytem i mimo, iż nadal jest tam to całe bogactwo, to w ogóle go nie zauważam... trochę bez sensu, a zdecydowanie nie na lato... chociaż nie, to też nie to, bo ostatnio prawie same portery pijam i mnie one tak nie odrzucają; ogólnie byłoby bardzo dobre piwo, gdyby nie ta słodycz i alkohol, a pod kapslem było pełno skrystalizowanego cukru, więc ktoś je bez sensu przesłodził [3]

Treściwość: wysoka [4.5]

Nasycenie: średnio-niskie, trochę za niskie [3]

Opakowanie: bardzo ładna etykieta z 'Hopusem' spoglądającym jednym okiem w bliżej nie określonym kierunku; kapsel firmowy, butelka pseudo-NRW [5]



Uwarzone przez: PINTA
Uwarzone w: Browar Zarzecze, ul. Łęgowa 1, 34-326 Pietrzykowice
Zakupione w: Piwosz na Płowieckiej w Warszawie
Cena: 8.4PLN
Degustowane: 08.08.2016r. ok. godz. 15:00 w Sulejówku
Data ważności: 2017 01 04
Soundtrack: "Ancient Dreams" by Candlemass (1988)

Perun (Wąsosz), Behemoth Sacrum - Belgian IPA 15*



Perun (Wąsosz), Behemoth Sacrum (Belgian IPA)[a.6.2%;e.15%]

"Jasne piwo w stylu belgijskim, z dodatkiem australijskich chmieli "na zimno". Chmielowy aromat egzotycznych owoców (mango, ananas, marakuja) zbalansowany słodową słodyczą oraz owocowo-estrowymi nutami. W smaku złożone i intensywne: chmiel, słodowość, owoce oraz delikatna pieprzowa pikanteria. Goryczka umiarkowana, zapewniająca sesyjność."

To już drugie blackmetalowe piwo na moim koncie. Pierwsze, to ekstremalnie ciężkie, mocne, słodkie i trochę cudaczne piwo kapeli 1349 o mocy 12%, uwarzone w norweskim Lervigu i piłem je z kija tuż przed prezentacją płyty holenderskiego thrashcorowego Bring Me the Bloodshed w Jopenkerku, który jest usytuowany ze 150m od sali koncertowej Patronaat w Haarlemie gdzie holenderscy metalowi rzygacze zaprosili na gościnny występ niemieckie Dew-Scented tamtego wiekopomnego wieczoru. Lervig miał wtedy 'tap overtake' w Jopenie.
Tym razem może po prostu stało to za długo na sklepowej półce, a może po prostu im nie wyszło, tak jak miało wyjść. Spodziewałem się aromatycznego chmielu nadającego lekkości czemuś ciężkawemu w belgijskim stylu, dostałem ciężkiego belga, dociążonego pestkowo-ziołową, zupełnie nieaustralijską goryczką (chyba, że tam wrzucono Pacific Jade'a), do tego cały czas mam wrażenie, że piję piwo o zawartości alkoholu co najmniej 8%. Może czegoś tu nie rozumiem, a może oni tam czegoś nie rozumieją.
Piwo bardzo dobre, więc wyciągam kij z dupy i kończę je jako porządnego belga made in Poland.


Słody i dodatki niesłodowe: jęczmienne, pszeniczne, płatki owsiane
Chmiele: jakieś, australijskie... podobno
Fermentacja: górna
Pasteryzowane, niefiltrowane.
Receptura i wykonanie: Adam Czogalla








Przy smaku i zapachu pierwszy numerek, to ocena 'Belgian IPA', drugi, to ocena 'Belgian Dubla'.

Aparycja: mętne, ciemnobursztynowe z miedzianymi refleksami [5]

Piana: żółtawa, błyszcząca (jakby glazurowana, podobnie jak na piwach z BrewDoga), niezbyt wysoka i szybko opada [2.5]

Zapach: mało intensywny z początku, karmelowo-kwiatowy z nutami pełnoziarnistego chleb i miodu gryczanego, aromat chmielu ziołowo-cytrusowy, bardzo słaby; za bardzo schłodziłem, bo spodziewałem się czegokolwiek w kierunku IPA, a tak ciężkie piwo jednak powinno być podawane w temperaturze prawie pokojowej i faktycznie po ogrzaniu zrobiło się całkiem przyjemnie, winno-chlebowo-drożdżowo z mnostwem toffi, czekolady (mlecznej i nieco gorzkiej), daktyli i rodzynków, a także silnym owocowo-cukrowo-rozpuszczalnikowym wyziewem, rodem z belgijskiego klasztoru, do tego w tle jakaś taka sianowata ziołowość, jak z chmielu Żateckiego, albo gruutu (takiej mieszanki ziół, którą przyprawiano piwo, zanim rozpowszechnił się chmiel) [3][4.5]

Smak: podstawa słodowa pełna, ciężka drożdżowo-chlebowo-ziarnista z taką kwaśnawą karmelowością, na szczęście nie dominującą, bo mi ona nie pasuje (w Komesie dubeltowym i w paru innych piwach na słodzie wiedeńskim i niektórych karmelowych bodajże ją znalazłem), mnóstwo suszonych owoców, czerwonego, pół-słodkiego wina, czuć też nutę samego alkoholu, co przy tej mocy nie jest zbyt zrozumiałe, chociaż dodatek cukru mogła by taki stan rzeczy tłumaczyć (nie wiem czy podobnej cukrowości nie ma czasem w którymś Het Kapittel Watou, albo jakimś innym drugoligowym Abbaye); co do pieprzowej pikanterii, to się zgodzę, ale chmielu tu jak na lekarstwo, więc gdyby po spróbowaniu gotowego piwa Nergal rzucił trochę grosza na nowe etykiety z napisem "belgian dubbel", ocena byłaby wyższa, bo jest to pewnie jeden z najlepszych dubli w PL, ale z IPA, nawet belgijskim, ma to za mało wspólnego (z drugiej strony wiele popularnych, klasycznych IPA z UK też nie ma wiele wspólnego z naszym współczesnym wyobrażeniem o tym stylu)[3][4.5]

Treściwość: wysoka, a taki ciężar koresponduje z muzyką Behemoth'a (kiedy piszę te słowa, akurat leci przebojowy, niemalże radio-friendly 'Ov Fire and the Void')[5]

Nasycenie: średnie, pasuje do IPA, nie do Belga [4]

Opakowanie: od Behemotha na półce mam tylko "Evangelion" i podobne rysunki jak z tamtej płyty znajdziemy na tejże etykiecie; srebrne logo peruna zaburza trochę kompozycję; kapsel firmowy; butelka pseudo-NRW [5]


Uwarzone przez: Browar Perun S.A., 05-500 Piaseczno, ul. Wiśniowa 19; www.browarperun.pl
Uwarzone w: Wąsosz Sp.z.o.o., Wąsosz 95, 42-274 Konopiska
Zakupione w: Topaz w Kałuszynie
Degustowane: 08.08.2016r. ok. godz. 13:30 w Sulejówku
Data ważności: 26/11/2016
Soundtrack: "Evangelion" by Behemoth (2009)

Baba Jaga (Wąsosz), Aura - White India Pale Ale 14*


Baba Jaga (Wąsosz), Aura (White India Pale Ale)[a.5.6%;e.14*BLG;IBU60;EBC6]

"AURA - rzemieślnicze piwo w stylu White IPA, który łączy walory klasycznej IPA oraz belgijskiego Witbiera. W aromacie nuty cytrusowe pochodzące od nowofalowych chmieli amerykańskich jak również dodanych skórek owoców, w smaku również dominują cytrusy, kolendra oraz wyraźna, ale zbalansowana goryczka. Bardzo orzeźwiające, polecane na ciepłe wieczory."

Polecane na ciepłe wieczory, szczególnie nad morzem, bo nawet pijąc je w S(t)ulejówku, czuję się jakbym siedział w cieniu na leżaku na plaży w upalny dzień, chociaż upału też tu nie ma. Odkryłem je wczoraj na półce w Tesco i nie zamierzam pić nic innego, dopóki ono tam stoi. Dobór sortów chmielu genialny!

Słody: Pilzeński, Pszeniczny, Wiedeński
Chmiele: Zeus, Mosaic, Simcoe, Equinox
Drożdże: US-05
Dodatki: zest owoców cytrusowych, Pomarańcza, Grapefruit czerwony, Cytryna, Kolendra, Mięta pieprzowa, Werbena
Fermentacja: górna
Niefiltrowane, pasteryzowane.

Aparycja: jasnozłote, do wita mu daleko, raczej jak czternastka właśnie i mętne [4.5]

Piana: średnia, średnioziarnista, opada dosyć szybko oblepiając szkło drobnymi, postrzępionymi krzaczkami [3]

Zapach: intensywny, aromatyczny, czuć w zasadzie wszystko o czym wspomnieli na etykiecie; najbardziej intensywna, poza słodkimi, tropikalnymi chmielami, jest pomarańcza, grejpfrut, werbena i mięta pieprzowa fajnie ze sobą współgrające, cytryna i kolendra wkomponowane są w tło dopełniając kompozycję; chmiel przy tych dodatkach może nie błyszczy, ale daje się wyczuć w postaci słodkiej curuby, lychee, żywicznej sosny i grejpfruta (tak, da się wyróżnić grejpfrutowy aromat Simcoe); nie ma tej typowej, ulepkowatej karmelowości, jest łagodna biszkoptowo-tostowo-pszeniczna podstawa, a jakbym nie widział składu, to stwierdziłbym, że jest tam też owies; po dolaniu resztek z dna mięta zdominowała aromat [5]

Smak: na przód wysuwa się mięta pieprzowa i leśno-cytrusowo-tropikalna chmielowość z pokaźną grapefruitowo-żywiczną goryczką, pod którą ginie ta cała owocowość; potem daje się wyczuć ziemia, trawiastość, ziarno i chleb; kolendra dosyć wyraźna, ale wkomponowana w tło, za to nie mam pewności co do Werbeny, bo nie znam jej aż tak dobrze (piłem kilka holenderskich wynalazków z nią w składzie), jednak jest tam jakaś cytrusowo-liściasta nutka, która raczej nie pochodzi od chmielu [4.5]

Treściwość: spora, a jednak piwo jest genialnym schładzaczem [5]

Nasycenie: średnie, idealne [5]

Opakowanie: etykieta czarna z fatimsko-niebieskimi napisami i białymi wzorkami, dosyć prosta, ale estetyczna, flaszka pseudo-NRW, kapsel czarny [4]


Uwarzone przez: Baba Jaga Witchcraft Brewery (2015); facebook.com/browarbabajaga
Uwarzone w: Wąsosz Sp.z.o.o., Wąsosz 95, 42-274 Konopiska
Zakupione w: Tesco w Sulejówku
Cena: ok. 5.99 (promocja)
Degustowane: 08.08.2016r. ok godz. 12:15 w Sulejówku
Data ważności: 20/01/2017
Soundtrack: "Wretch" by Kyuss (1991)

niedziela, 7 sierpnia 2016

PINTA / Tanker (Zarzecze), All Ryed (Real Rye Lager 14*)



Pinta/Tanker (Zarzecze), All Ryed (Real Rye Lager 14.0*)[a.5.8%;e.14*]

"PINTA/TANKER All Ryed! 14,0* - żytni lager na serio. Podczas warzenia zurzyliśmy 200 bochenków czerstwego chleba żytniego i mnóstwo żytniego słodu. Aby zachować jak najwięcej żyta w ciele i duchu - chmieliliśmy w kotle już po zakończeniu gotowania oraz na zimno, w tanku. PINTA/TANKER All Ryed! - to, co Polacy i Estończycy lubią najbardziej!"

Gęste jak olej, niemalże żelowe w konsystencji. Niestety, jak ostatnio miałem okazję się przekonać w przypadku Don't tRYE this @home! - rye wine z holenderskiego Jopenkerku, cały aromat więźnie w tak gęstym piwie i czujemy tylko, że jest tam jakieś bogactwo, ale nie możemy się nim nacieszyć. Jednak pomimo średniej na jeża oceny zdecydowanie warto spróbować.

Słody i dodatki niesłodowe: pilzneński, żytni, chleb żytni, Caramunich typ I, Cararye
Chmiel: Amarillo, Columbus
Drożdże: W34/70
Fermentacja: dolna
Pasteryzowane, niefiltrowane.

Aparycja: jasno-bursztynowe z miedzianymi refleksami, mętne [5]

Piana: średnioziarnista, dosyć niska, ale opada nie za szybko oblepiając szkło [3.5]

Zapach: chmielowy, cytrusowy, głównie mandarynkowo-pomarańczowy, z solidną bazą słodową, potem uwypukla się aromat sosen i grapefruitów, ale i karmelowo-biszkoptowej słodowości; z początku czuć było czerstwy, podkisły chleb, potem czuć bardziej czystą wodę, więc aromaty więzną w gęstej oleistej cieczy, chociaż nadal jest sporo żytnio-karmelowej słodowości [3]

Smak: chleowo-ziarniste, gęste, ziemiste i bardzo mocno goryczkowe od pierwszego łyku, ale grapefruitowo-skórkowo-leśny aromat dochodzi do głosu dopiero po jakimś czasie i nie udaje mu się umknąć z tego żytniego Azkabanu; mimo wszystko dosyć pijalne, a goryczka po prostu miażdży; po ogrzaniu czuć moc, chociaż niewiele jej [3.5]

Treściwość: ogromna [5]

Nasycenie: średnie, idealne [5]

Opakowanie: z brunatno-buraczanej etykiety łypie na mnie jakiś demoniczny turbo-kombajn koszący żyto i strzelający szyszkami, pomiędzy szyszkami zawieruszyła się trupia czacha, czyli dużo się tu dzieje; kapsel firmowy PINTY, flaszka pseudo-NRW; na lewym skrzydle krotki opis po polsku, estońsku i angielsku [5]

Uwarzone przez: PINTA i TANKER
Uwarzone w: Browar Zarzecze, ul. Łęgowa 1, 34-326 Pietrzykowice
Zakupione w: Outlet Piwny w Radości
Degustowane: 07.08.2016r. ok. godz. 12:15 w S(t)ulejówku
Data ważności: 25 10 2016
Soundtrack: "A Hard Road" by John Mayall and the Bluesbreakers (1966)

sobota, 6 sierpnia 2016

Birbant (Zarzecze), HopsBant Fresh IPA


Birbant (Zarzecze), HopsBant Fresh IPA [a.6.7%;e.16.5*BLG;IBU80]

"Hopsbant! Bo wykorzystujemy tu pełnię możliwości naszego urządzenia, potrójne chmielenie na zimno w przepływie... napracował się nasz przyjaciel.
Dalczego Fresh IPA? Bo kiedy na skraju wyczerpania amerykańskiego dobra z zeszłorocznych zbiorów, wyczekujemy świeżych chmieli w końcu nadchodzi ta chwila, że możemy upajać się aromatem nowych zbiorów prosto zza oceanu."

Na pewno ciekawe piwo, ale już przekombinowane przez tę całą maszynerię. Zdecydowanie nie dla początkujących. Z chmielu powinno się wyciskać soki, a celulozę wywalić na kompost, a tu im się ubzdurało, żeby jeszcze z niej coś wycisnąć. Świeże, zielone szyszki mogłyby dać takiego (ale chyba nie aż takiego) aromatu trawy, ale przecież chwaliliby się tym na etykiecie, że takie szyszki zdobyli. Zapowiadało się świetnie, wyszło tak sobie.

Słody: pale ale, karmelowy jasny (jęczmienne), słód pszeniczny, owies (ten owies to trochę bez sensu w tym przypadku)
Chmiele: Simcoe, Amarillo, Centennial, Zeus
Drożdże: US-05
Fermentacja: górna
Niefiltrowane, pasteryzowane.








Aparycja: głęboki, ciemnozłoty, średniomętny [5]

Piana: koloru ecru, dosyć wysoka, drobnoziarnista, aczkolwiek trzeba lać z bardzo wysoka, żeby coś się chciało utworzyć; opada umiarkowanie szybko, oblepiając szkło [3]

Zapach: z początku bardziej karmelowo-biszkoptowy, słodki, potem jednak chmiele coraz bardziej atakują, a aromat jest boski (trochę przypomina to Ciechana AIPA z pierwszych warek), bogaty i intensywny, bardziej ananasowo-marakujowy, chociaż jest też słodka, soczysta pomarańcza, mandarynka, suszone skórki cytrusów, mniej jest za to lychee, grapefruita i nut leśnych, cociaż i te dają się wyczuć w tle, daje się wyczuć oznaki przechmielenia amarillo i lekka wodnistość [4]

Smak: faktycznie nie jest takie ulepkowate, chociaż słodyczy też nie brakuje; aromat chmielu trochę dziwny, mocno roślinno-trawiasty, skórkowy i połączony w nierozerwalną całość ze słodkim karmelem i biszkoptem, którego moim zdaniem jest za dużo; sporo jest słodkich tropików, głównie ananasa, curuby i marakui, trochę słodkiej pomarańczy, sporo słodowej tostowości pomiędzy, za to grejpfrut, mandarynki i sosny jakoś za daleko w tle, zbyt stonowane, grejpfrutowa goryczka też z resztą nie jest specjalnie silna, jak na obiecane 80 IBU; sosnę czuć wyraźnie dopiero po przełknięciu wraz z ziemistością, skórkami cytrusów i pozostałością goryczki i tostu; nie wiem co to za maszynerię zbudowali w Zarzeczu, ale wyciska ona chyba szyszki wraz z całą celulozą... co za dużo to nie zdrowo [3]

Treściwość: spora, za duża... chociaż niekoniecznie, po prostu tu jest za dużo słodyczy i zupełnie niepotrzebny owies, a za mało żywiczno-eterycznych aromatów chmielu [3.5]

Nasycenie: o wiele za niskie, tylko podkreśla tę ciężką, męczącą słodycz [2]

Opakowanie: fantazyjne, psychodeliczne, może nie do końca w moim stylu, ale bardzo ciekawe; pstrokate wzorki połyskują, tło jest matowe; kapsel firmowy, butelka pseudo-NRW [5]

Uwarzone przez: Birbant S.C.
Uwarzone w: Browar Zarzecze, ul. Łęgowa 1, 34-326 Pietrzykowice
Zakupione w: Piwosz w Warszawie na Płowieckiej
Cena: 7.9PLN
Degustowane: 06.08.2016r. ok. godz. 15:00 w Sulejówku
Data ważności: 2017/01/12
Soundtrack: "In Trance" by Scorpions (1975)