poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Pinta (Zarzecze), Jumbo - Imperial Black IPA 19.1*


Pinta (Zarzecze), Jumbo Imperial Black IPA [a.7.9%;e.19.1%;IBU83]

"PINTA Jumbo 19.1* - to co najlepsze w naczej czarnej IPA. Intensywna goryczka od polskiego Magnum. Solidne, czekoladowe ciało od niemieckich słodów jasnych i palonych. Żywiczno-cytrusowy aromat od amerykańskich odmian Simcoe oraz Cascade. Teraz to wszystko w wersji XL. Jumbo - dla wszystkich, którzy wolą więcej."

To coś powinno zostać uwarzone parę miesięcy wcześniej, może wtedy zostałoby wykupione przez jesień i zimę i nie natknąłbym się na nie w lecie.

Słody (Weyermann): Pale Ale, monachijski typ II, Caramunich typ II, Carapils, Caraamber, Carafa Special Typ II
Chmiele: Magnum (PL), Simcoe, Chinook, Cascade (USA)
Drożdże: Fermentis Safale US-05
Pasteryzowane, niefiltrowane.
Sugerowana temp.: 9-10*C
Polecane do: Ostra zupa chilli, ser Gruyere



Aparycja: bardzo ciemne, mahoniowe, prawie klarowne [5]

Piana: beżowa, drobnoziarnista, w miarę wysoka i opada nie za szybko [3.5]

Zapach: intensywny i bogaty, paloność dobrze zbalansowana przez chmiel; dominuje palony słód przypalone chleby i ciasta drożdżowe, czekolada, przypalony karmel, kawa i żywiczno-grapefruitowy aromat chmielu, w dalszym planie orzechy, rodzynki, suszone śliwki i nieco trawiastości z chmielu, przy porządnym, mocnym niuchnięciu przypomina to jakiś kakaowo-kawowy sernik [4]

Smak: gęste, jedwabiste, palono-orzechowo-kawowe, mocno popielne i cukrowo słodkie, w podstawie dużo czekolady, przypalonej skórki chleba, prażonych i palonych zbóż, węgla drzewnego i trochę karmelu, aromat chmielu nie tak wyraźny jak w zapachu, ale goryczka jest bardzo silna, zarówno chmielowa, jak i palona, alkohol mocno wyczuwalny, także w drugiej połowie czuję tylko, że piję coś gorzko-słodkiego, walącego spirytem i mimo, iż nadal jest tam to całe bogactwo, to w ogóle go nie zauważam... trochę bez sensu, a zdecydowanie nie na lato... chociaż nie, to też nie to, bo ostatnio prawie same portery pijam i mnie one tak nie odrzucają; ogólnie byłoby bardzo dobre piwo, gdyby nie ta słodycz i alkohol, a pod kapslem było pełno skrystalizowanego cukru, więc ktoś je bez sensu przesłodził [3]

Treściwość: wysoka [4.5]

Nasycenie: średnio-niskie, trochę za niskie [3]

Opakowanie: bardzo ładna etykieta z 'Hopusem' spoglądającym jednym okiem w bliżej nie określonym kierunku; kapsel firmowy, butelka pseudo-NRW [5]



Uwarzone przez: PINTA
Uwarzone w: Browar Zarzecze, ul. Łęgowa 1, 34-326 Pietrzykowice
Zakupione w: Piwosz na Płowieckiej w Warszawie
Cena: 8.4PLN
Degustowane: 08.08.2016r. ok. godz. 15:00 w Sulejówku
Data ważności: 2017 01 04
Soundtrack: "Ancient Dreams" by Candlemass (1988)

Perun (Wąsosz), Behemoth Sacrum - Belgian IPA 15*



Perun (Wąsosz), Behemoth Sacrum (Belgian IPA)[a.6.2%;e.15%]

"Jasne piwo w stylu belgijskim, z dodatkiem australijskich chmieli "na zimno". Chmielowy aromat egzotycznych owoców (mango, ananas, marakuja) zbalansowany słodową słodyczą oraz owocowo-estrowymi nutami. W smaku złożone i intensywne: chmiel, słodowość, owoce oraz delikatna pieprzowa pikanteria. Goryczka umiarkowana, zapewniająca sesyjność."

To już drugie blackmetalowe piwo na moim koncie. Pierwsze, to ekstremalnie ciężkie, mocne, słodkie i trochę cudaczne piwo kapeli 1349 o mocy 12%, uwarzone w norweskim Lervigu i piłem je z kija tuż przed prezentacją płyty holenderskiego thrashcorowego Bring Me the Bloodshed w Jopenkerku, który jest usytuowany ze 150m od sali koncertowej Patronaat w Haarlemie gdzie holenderscy metalowi rzygacze zaprosili na gościnny występ niemieckie Dew-Scented tamtego wiekopomnego wieczoru. Lervig miał wtedy 'tap overtake' w Jopenie.
Tym razem może po prostu stało to za długo na sklepowej półce, a może po prostu im nie wyszło, tak jak miało wyjść. Spodziewałem się aromatycznego chmielu nadającego lekkości czemuś ciężkawemu w belgijskim stylu, dostałem ciężkiego belga, dociążonego pestkowo-ziołową, zupełnie nieaustralijską goryczką (chyba, że tam wrzucono Pacific Jade'a), do tego cały czas mam wrażenie, że piję piwo o zawartości alkoholu co najmniej 8%. Może czegoś tu nie rozumiem, a może oni tam czegoś nie rozumieją.
Piwo bardzo dobre, więc wyciągam kij z dupy i kończę je jako porządnego belga made in Poland.


Słody i dodatki niesłodowe: jęczmienne, pszeniczne, płatki owsiane
Chmiele: jakieś, australijskie... podobno
Fermentacja: górna
Pasteryzowane, niefiltrowane.
Receptura i wykonanie: Adam Czogalla








Przy smaku i zapachu pierwszy numerek, to ocena 'Belgian IPA', drugi, to ocena 'Belgian Dubla'.

Aparycja: mętne, ciemnobursztynowe z miedzianymi refleksami [5]

Piana: żółtawa, błyszcząca (jakby glazurowana, podobnie jak na piwach z BrewDoga), niezbyt wysoka i szybko opada [2.5]

Zapach: mało intensywny z początku, karmelowo-kwiatowy z nutami pełnoziarnistego chleb i miodu gryczanego, aromat chmielu ziołowo-cytrusowy, bardzo słaby; za bardzo schłodziłem, bo spodziewałem się czegokolwiek w kierunku IPA, a tak ciężkie piwo jednak powinno być podawane w temperaturze prawie pokojowej i faktycznie po ogrzaniu zrobiło się całkiem przyjemnie, winno-chlebowo-drożdżowo z mnostwem toffi, czekolady (mlecznej i nieco gorzkiej), daktyli i rodzynków, a także silnym owocowo-cukrowo-rozpuszczalnikowym wyziewem, rodem z belgijskiego klasztoru, do tego w tle jakaś taka sianowata ziołowość, jak z chmielu Żateckiego, albo gruutu (takiej mieszanki ziół, którą przyprawiano piwo, zanim rozpowszechnił się chmiel) [3][4.5]

Smak: podstawa słodowa pełna, ciężka drożdżowo-chlebowo-ziarnista z taką kwaśnawą karmelowością, na szczęście nie dominującą, bo mi ona nie pasuje (w Komesie dubeltowym i w paru innych piwach na słodzie wiedeńskim i niektórych karmelowych bodajże ją znalazłem), mnóstwo suszonych owoców, czerwonego, pół-słodkiego wina, czuć też nutę samego alkoholu, co przy tej mocy nie jest zbyt zrozumiałe, chociaż dodatek cukru mogła by taki stan rzeczy tłumaczyć (nie wiem czy podobnej cukrowości nie ma czasem w którymś Het Kapittel Watou, albo jakimś innym drugoligowym Abbaye); co do pieprzowej pikanterii, to się zgodzę, ale chmielu tu jak na lekarstwo, więc gdyby po spróbowaniu gotowego piwa Nergal rzucił trochę grosza na nowe etykiety z napisem "belgian dubbel", ocena byłaby wyższa, bo jest to pewnie jeden z najlepszych dubli w PL, ale z IPA, nawet belgijskim, ma to za mało wspólnego (z drugiej strony wiele popularnych, klasycznych IPA z UK też nie ma wiele wspólnego z naszym współczesnym wyobrażeniem o tym stylu)[3][4.5]

Treściwość: wysoka, a taki ciężar koresponduje z muzyką Behemoth'a (kiedy piszę te słowa, akurat leci przebojowy, niemalże radio-friendly 'Ov Fire and the Void')[5]

Nasycenie: średnie, pasuje do IPA, nie do Belga [4]

Opakowanie: od Behemotha na półce mam tylko "Evangelion" i podobne rysunki jak z tamtej płyty znajdziemy na tejże etykiecie; srebrne logo peruna zaburza trochę kompozycję; kapsel firmowy; butelka pseudo-NRW [5]


Uwarzone przez: Browar Perun S.A., 05-500 Piaseczno, ul. Wiśniowa 19; www.browarperun.pl
Uwarzone w: Wąsosz Sp.z.o.o., Wąsosz 95, 42-274 Konopiska
Zakupione w: Topaz w Kałuszynie
Degustowane: 08.08.2016r. ok. godz. 13:30 w Sulejówku
Data ważności: 26/11/2016
Soundtrack: "Evangelion" by Behemoth (2009)

Baba Jaga (Wąsosz), Aura - White India Pale Ale 14*


Baba Jaga (Wąsosz), Aura (White India Pale Ale)[a.5.6%;e.14*BLG;IBU60;EBC6]

"AURA - rzemieślnicze piwo w stylu White IPA, który łączy walory klasycznej IPA oraz belgijskiego Witbiera. W aromacie nuty cytrusowe pochodzące od nowofalowych chmieli amerykańskich jak również dodanych skórek owoców, w smaku również dominują cytrusy, kolendra oraz wyraźna, ale zbalansowana goryczka. Bardzo orzeźwiające, polecane na ciepłe wieczory."

Polecane na ciepłe wieczory, szczególnie nad morzem, bo nawet pijąc je w S(t)ulejówku, czuję się jakbym siedział w cieniu na leżaku na plaży w upalny dzień, chociaż upału też tu nie ma. Odkryłem je wczoraj na półce w Tesco i nie zamierzam pić nic innego, dopóki ono tam stoi. Dobór sortów chmielu genialny!

Słody: Pilzeński, Pszeniczny, Wiedeński
Chmiele: Zeus, Mosaic, Simcoe, Equinox
Drożdże: US-05
Dodatki: zest owoców cytrusowych, Pomarańcza, Grapefruit czerwony, Cytryna, Kolendra, Mięta pieprzowa, Werbena
Fermentacja: górna
Niefiltrowane, pasteryzowane.

Aparycja: jasnozłote, do wita mu daleko, raczej jak czternastka właśnie i mętne [4.5]

Piana: średnia, średnioziarnista, opada dosyć szybko oblepiając szkło drobnymi, postrzępionymi krzaczkami [3]

Zapach: intensywny, aromatyczny, czuć w zasadzie wszystko o czym wspomnieli na etykiecie; najbardziej intensywna, poza słodkimi, tropikalnymi chmielami, jest pomarańcza, grejpfrut, werbena i mięta pieprzowa fajnie ze sobą współgrające, cytryna i kolendra wkomponowane są w tło dopełniając kompozycję; chmiel przy tych dodatkach może nie błyszczy, ale daje się wyczuć w postaci słodkiej curuby, lychee, żywicznej sosny i grejpfruta (tak, da się wyróżnić grejpfrutowy aromat Simcoe); nie ma tej typowej, ulepkowatej karmelowości, jest łagodna biszkoptowo-tostowo-pszeniczna podstawa, a jakbym nie widział składu, to stwierdziłbym, że jest tam też owies; po dolaniu resztek z dna mięta zdominowała aromat [5]

Smak: na przód wysuwa się mięta pieprzowa i leśno-cytrusowo-tropikalna chmielowość z pokaźną grapefruitowo-żywiczną goryczką, pod którą ginie ta cała owocowość; potem daje się wyczuć ziemia, trawiastość, ziarno i chleb; kolendra dosyć wyraźna, ale wkomponowana w tło, za to nie mam pewności co do Werbeny, bo nie znam jej aż tak dobrze (piłem kilka holenderskich wynalazków z nią w składzie), jednak jest tam jakaś cytrusowo-liściasta nutka, która raczej nie pochodzi od chmielu [4.5]

Treściwość: spora, a jednak piwo jest genialnym schładzaczem [5]

Nasycenie: średnie, idealne [5]

Opakowanie: etykieta czarna z fatimsko-niebieskimi napisami i białymi wzorkami, dosyć prosta, ale estetyczna, flaszka pseudo-NRW, kapsel czarny [4]


Uwarzone przez: Baba Jaga Witchcraft Brewery (2015); facebook.com/browarbabajaga
Uwarzone w: Wąsosz Sp.z.o.o., Wąsosz 95, 42-274 Konopiska
Zakupione w: Tesco w Sulejówku
Cena: ok. 5.99 (promocja)
Degustowane: 08.08.2016r. ok godz. 12:15 w Sulejówku
Data ważności: 20/01/2017
Soundtrack: "Wretch" by Kyuss (1991)

niedziela, 7 sierpnia 2016

PINTA / Tanker (Zarzecze), All Ryed (Real Rye Lager 14*)



Pinta/Tanker (Zarzecze), All Ryed (Real Rye Lager 14.0*)[a.5.8%;e.14*]

"PINTA/TANKER All Ryed! 14,0* - żytni lager na serio. Podczas warzenia zurzyliśmy 200 bochenków czerstwego chleba żytniego i mnóstwo żytniego słodu. Aby zachować jak najwięcej żyta w ciele i duchu - chmieliliśmy w kotle już po zakończeniu gotowania oraz na zimno, w tanku. PINTA/TANKER All Ryed! - to, co Polacy i Estończycy lubią najbardziej!"

Gęste jak olej, niemalże żelowe w konsystencji. Niestety, jak ostatnio miałem okazję się przekonać w przypadku Don't tRYE this @home! - rye wine z holenderskiego Jopenkerku, cały aromat więźnie w tak gęstym piwie i czujemy tylko, że jest tam jakieś bogactwo, ale nie możemy się nim nacieszyć. Jednak pomimo średniej na jeża oceny zdecydowanie warto spróbować.

Słody i dodatki niesłodowe: pilzneński, żytni, chleb żytni, Caramunich typ I, Cararye
Chmiel: Amarillo, Columbus
Drożdże: W34/70
Fermentacja: dolna
Pasteryzowane, niefiltrowane.

Aparycja: jasno-bursztynowe z miedzianymi refleksami, mętne [5]

Piana: średnioziarnista, dosyć niska, ale opada nie za szybko oblepiając szkło [3.5]

Zapach: chmielowy, cytrusowy, głównie mandarynkowo-pomarańczowy, z solidną bazą słodową, potem uwypukla się aromat sosen i grapefruitów, ale i karmelowo-biszkoptowej słodowości; z początku czuć było czerstwy, podkisły chleb, potem czuć bardziej czystą wodę, więc aromaty więzną w gęstej oleistej cieczy, chociaż nadal jest sporo żytnio-karmelowej słodowości [3]

Smak: chleowo-ziarniste, gęste, ziemiste i bardzo mocno goryczkowe od pierwszego łyku, ale grapefruitowo-skórkowo-leśny aromat dochodzi do głosu dopiero po jakimś czasie i nie udaje mu się umknąć z tego żytniego Azkabanu; mimo wszystko dosyć pijalne, a goryczka po prostu miażdży; po ogrzaniu czuć moc, chociaż niewiele jej [3.5]

Treściwość: ogromna [5]

Nasycenie: średnie, idealne [5]

Opakowanie: z brunatno-buraczanej etykiety łypie na mnie jakiś demoniczny turbo-kombajn koszący żyto i strzelający szyszkami, pomiędzy szyszkami zawieruszyła się trupia czacha, czyli dużo się tu dzieje; kapsel firmowy PINTY, flaszka pseudo-NRW; na lewym skrzydle krotki opis po polsku, estońsku i angielsku [5]

Uwarzone przez: PINTA i TANKER
Uwarzone w: Browar Zarzecze, ul. Łęgowa 1, 34-326 Pietrzykowice
Zakupione w: Outlet Piwny w Radości
Degustowane: 07.08.2016r. ok. godz. 12:15 w S(t)ulejówku
Data ważności: 25 10 2016
Soundtrack: "A Hard Road" by John Mayall and the Bluesbreakers (1966)

sobota, 6 sierpnia 2016

Birbant (Zarzecze), HopsBant Fresh IPA


Birbant (Zarzecze), HopsBant Fresh IPA [a.6.7%;e.16.5*BLG;IBU80]

"Hopsbant! Bo wykorzystujemy tu pełnię możliwości naszego urządzenia, potrójne chmielenie na zimno w przepływie... napracował się nasz przyjaciel.
Dalczego Fresh IPA? Bo kiedy na skraju wyczerpania amerykańskiego dobra z zeszłorocznych zbiorów, wyczekujemy świeżych chmieli w końcu nadchodzi ta chwila, że możemy upajać się aromatem nowych zbiorów prosto zza oceanu."

Na pewno ciekawe piwo, ale już przekombinowane przez tę całą maszynerię. Zdecydowanie nie dla początkujących. Z chmielu powinno się wyciskać soki, a celulozę wywalić na kompost, a tu im się ubzdurało, żeby jeszcze z niej coś wycisnąć. Świeże, zielone szyszki mogłyby dać takiego (ale chyba nie aż takiego) aromatu trawy, ale przecież chwaliliby się tym na etykiecie, że takie szyszki zdobyli. Zapowiadało się świetnie, wyszło tak sobie.

Słody: pale ale, karmelowy jasny (jęczmienne), słód pszeniczny, owies (ten owies to trochę bez sensu w tym przypadku)
Chmiele: Simcoe, Amarillo, Centennial, Zeus
Drożdże: US-05
Fermentacja: górna
Niefiltrowane, pasteryzowane.








Aparycja: głęboki, ciemnozłoty, średniomętny [5]

Piana: koloru ecru, dosyć wysoka, drobnoziarnista, aczkolwiek trzeba lać z bardzo wysoka, żeby coś się chciało utworzyć; opada umiarkowanie szybko, oblepiając szkło [3]

Zapach: z początku bardziej karmelowo-biszkoptowy, słodki, potem jednak chmiele coraz bardziej atakują, a aromat jest boski (trochę przypomina to Ciechana AIPA z pierwszych warek), bogaty i intensywny, bardziej ananasowo-marakujowy, chociaż jest też słodka, soczysta pomarańcza, mandarynka, suszone skórki cytrusów, mniej jest za to lychee, grapefruita i nut leśnych, cociaż i te dają się wyczuć w tle, daje się wyczuć oznaki przechmielenia amarillo i lekka wodnistość [4]

Smak: faktycznie nie jest takie ulepkowate, chociaż słodyczy też nie brakuje; aromat chmielu trochę dziwny, mocno roślinno-trawiasty, skórkowy i połączony w nierozerwalną całość ze słodkim karmelem i biszkoptem, którego moim zdaniem jest za dużo; sporo jest słodkich tropików, głównie ananasa, curuby i marakui, trochę słodkiej pomarańczy, sporo słodowej tostowości pomiędzy, za to grejpfrut, mandarynki i sosny jakoś za daleko w tle, zbyt stonowane, grejpfrutowa goryczka też z resztą nie jest specjalnie silna, jak na obiecane 80 IBU; sosnę czuć wyraźnie dopiero po przełknięciu wraz z ziemistością, skórkami cytrusów i pozostałością goryczki i tostu; nie wiem co to za maszynerię zbudowali w Zarzeczu, ale wyciska ona chyba szyszki wraz z całą celulozą... co za dużo to nie zdrowo [3]

Treściwość: spora, za duża... chociaż niekoniecznie, po prostu tu jest za dużo słodyczy i zupełnie niepotrzebny owies, a za mało żywiczno-eterycznych aromatów chmielu [3.5]

Nasycenie: o wiele za niskie, tylko podkreśla tę ciężką, męczącą słodycz [2]

Opakowanie: fantazyjne, psychodeliczne, może nie do końca w moim stylu, ale bardzo ciekawe; pstrokate wzorki połyskują, tło jest matowe; kapsel firmowy, butelka pseudo-NRW [5]

Uwarzone przez: Birbant S.C.
Uwarzone w: Browar Zarzecze, ul. Łęgowa 1, 34-326 Pietrzykowice
Zakupione w: Piwosz w Warszawie na Płowieckiej
Cena: 7.9PLN
Degustowane: 06.08.2016r. ok. godz. 15:00 w Sulejówku
Data ważności: 2017/01/12
Soundtrack: "In Trance" by Scorpions (1975)

Domowe: Tybek, Koziołek Matołek Weizenbock


Tybek, Koziołek Matołek Tybek Weizenbock [a.8%;e.18BLG]

Pałętałem się po świecie i Koziołek Matołek już trochę ucierpiał od listopada zeszłego roku, albo się trochę zainfekował, ale jestem pewien, że gdyby Tybek go uwarzył go jeszcze raz bardzo uważnie, to nikt na Birofiliach nie przeszedł obok niego obojętnie. Może i konkurencja jest silna, pewnie by też nie wygrał, ale wątpię, żeby ktoś tam kręcił nosem. A tym bardziej gdyby Tybkowi się zachciało zrobić z tego Eisbocka, bo prawdę mówiąc z tą treściwością, to momentami aż przegięcie pały i już momentami podchodzi pod Eisbocka. Mam taką mokrą fantazję, żeby zrobić go bardziej podwędzonego i zamknąć jeszcze w beczce po którejś z wędzonych whisky z Isle of Islay. Jeszcze czegoś takiego na sklepowych półkach nie widziałem, więc może bylibyśmy pionierami :D

Warka #109
Uwarzone: 31.10.15 (18BLG)
Rozlane: 21.11.15

Aparycja: ciemne, brunatne, bardzo mętne, chociaż jakbym nalewał ostrożnie, to byłoby średnio mętne [5]

Piana: kremowego koloru, średnioziarnista, bardzo wysoka, sycząca, ale tak basowo, nie jak na oranżadzie; opada szybko nie zostawiając śladu na szkle [3]

Zapach: silny, bogaty, drożdżowo-piekarski aromat rosnącego ciasta na ciemny chleb z całą masą daktyli, rodzynek, suszonych śliwek i moreli, słodkie ciasto drożdżowe z przypieczoną skórką i przypalonymi rodzynkami, intensywne banany i goździki, powidła śliwkowe i przypalony karmel... trudno się z początku na czymś konkretnym skoncentrować, więc wymieniam dalej po przecinku wino, cherry, powidła wiśniowe, a dalej po ogrzaniu nawet truskawki i chyba jakieś inne czerwone owoce... uff... napisałem to ciurkiem bez chwili zawahania, żeby przypadkiem nie zapomnieć, co właśnie wyczułem, bo przy każdym niuchu wychodzi coś innego; z butelki świeżo po otwarciu zaleciało żelazem, ale ze szkła już tego na szczęście nie wyczułem [5]

Smak: winno-drożdżowo-owocowo-słodowy i mógłbym zakończyć na tym, żeby się nie powtarzać, ale nie mogę się powstrzymać: najpierw czuć cherry, słodkie porto, powidła śliwkowe, wiśniowe, daktyle, rodzynki i rosnące ciasto na ciemny chleb, potem cała słodycz zaczyna na chwilę przytłaczać, zupełnie jak w Eisbocku (także Tybek, pomyśl o wersji wymrażanej), tylko po to, żeby ustąpić miejsca pestkowo-ściągającej goryczce (czyli trochę za długo stało, ale to już prawie rok temu rozlane, więc nie ma się co dziwić) i nutom popielno-dymionym, a także prażono-ziarnistym... nie chce mi się teraz skanować tego co napisałem, bo szkoda tracić czas na klikanie, więc nurkuję w kielich, zamiast się dalej wylewać [5]

Treściwość: wysoka, chociaż na pewno była wyższa parę miesięcy temu [5]

Nasycenie: wysokie, trochę grubawe i w drugiej połowie zaczyna brakować [3]

Opakowanie: flaszka 0.33l i biała etykieta z koziołkiem zaawansowana, jak te z browaru De Molen :D na szyjce parametry na doklejonej małej karteluszce.

Producent: Tybek
Zakupione w: Tybek Mieszkanko Sp.z.o.o
Cena: bezcenne
Degustowane: 06.08.2016r. ok. godz. 13:40 w Sulejówku
Data ważności: Ale o cszo chodzi???
Soundtrack: "White Snake" by David Coverdale

Baba Jaga (Wąsosz), Hop Point American Lager


Baba Jaga (Wąsosz), Hop Point American Lager [a.5.2%;e.12*BLG;IBU17;SRM5.1]

"Hop Point to jasne piwo dolnej fermentacji w stylu American Lager. Lekkie i orzeźwiające. W aromacie pojawiają się delikatne nuty grejpfrutowe i cytrusowe pochodzące od chmielu Cascade. W smaku pełne, lekko słodowe z goryczką na średnim poziomie."

Powyższe opis średnio pasuje do tego co znalazłem w butelce. Zgadzam się tylko, że jest pełne w smaku i ma goryczkę na średnim poziomie. Piwo stało na półce w Tesco, więc prawdopodobnie nadgryzł je ząb czasu, ale do końca terminu jeszcze szmat czasu, więc spróbuję je ocenić. Za dużo w ostatnim czasie pojawiło się na naszym rynku browarniczych Januszy, więc może tak im to wyszło kulawo. Jak trafię świeże, to może powtórzę.

Słody: pilzneński, karmelowy
Chmiele (granulat): Marynka, Cascade
Drozdże: Saflager 34/70
Sugerowana temp.: 8-10*C
Niefiltrowane, pasteryzowane.

Aparycja: ciemnozłote, czy już jasno-bursztynowe, średnio mętne, trochę za ciemne, bo jednak lager, to lager, czyli coś orzeźwiającego i wodnistego [3]

Piana: niska, drobno/średnioziarnista, opada umiarkowanie szybko klejąc się do szkła; kożuch z grubszą wysepką po środku utrzymuje się przez dłuższy czas [3]

Zapach: słodki, słodowo-karmelowo-miodowy z delikatnym ziołowo-cytrusowym aromatem chmielu w oddali, chyba już zwietrzały, bo stał w Tesco na półce; mało lagerowe, przypomina raczej jakiegoś leciutkiego ale'a [2.5]

Smak: jak wyżej, czyli słód, miód i karmel z minimalnym aromatem chmielu i lekką, aczkolwiek mocną jak na lagera goryczką, w posmaku ziarno; trochę za ciężkie i za słodkie, ale w miarę picia zaczyna przypominać lagera [2.5]

Treściwość: spora, za wysoka jak na lagera, przez co piwo wcale nie jest tak orzeźwiające jak być powinno [3]

Nasycenie: średniowysokie, odpowiednie, chociaż przy tej treściwości mogłoby być trochę wyższe [4]

Opakowanie: żywa, słoneczna kolorystyka ładnej, dopracowanej etykiety pasuje do stylu; kapsel czarny, butelka pseudo-NRW [4.5]


Uwarzone przez: Baba Jaga Witchcraft Brewery (2015)
Uwarzone w: Wąsosz Sp.z.o.o., Wąsosz 95, 42-274 Konopiska; facebook.com/browarbabajaga
Zakupione w: Tesco w Sulejówku
Cena: ok. 5.49
Degustowane: 06.08.2016r. ok. godz. 12:45 w Sulejówku
Data ważności: 01/11/2016
Soundtrack: "White Snake" by David Coverdale

piątek, 5 sierpnia 2016

Kingpin (Zarzecze), Aficionado (Peated Coffee & Tea Ale)




Kingpin (Zarzecze), Aficionado Peated Coffee & Tea Ale [a.7%;e.16.5*]

"Delikatnie torfowe aromaty wędzonego słodu, etiopska leśna, dzika kawa single origin Kefa z owocowym i czekoladowym aromatem, wędzona dymem sosnowym chińska herbata Lapsang Souchong. To piwo mieści bogactwo aromatów i smaków pochodzących z różnych, odległych miejsc odkrytych przez Aficionado, poszukiwacza i miłośnika tego co naprawdę dobre.
Kawa została wypalona dla nas przez Etno Cafe i zaparzona przez Brisman Crew."

Pierwsze dwa piwa z Kingpina piłem dawno temu (chyba ich pierwsze w ogóle) i były to jedne z najciekawszych jakie piłem w życiu. Teraz po idiotycznie długiej przerwie piję trzeciego Kingpina w życiu i bez wątpienia jest to kolejne "jedno z najlepszych"! Może tymi "końskimi bobami" nie zachęcę wielu do spożycia, ale też raczej nie zniechęcę, bo Kingpin raczej nie warzy piw dla Januszy i Mirków i od samego początku spotkał się z całkowicie niezasłużonym hejtem, doszukiwano się w Rockarolli (czy jakoś tak) jakichś nieistniejących infekcji, natomiast komu miało smakować, to smakowało... i nie byli to normalni ludzie, bo ci nadal zrzędzą, że przekombinowane, chociaż tak na prawdę nigdy tego nie próbowali. Proost!

PS. Słód wędzony na końskich bobach nie wali końskimi bobami.

Słody: Pale Ale, Biscuit, Cafe Light, Peated
Chmiele: Simcoe, Amarillo, Citra, Cascade
Inne: kawa, herbata Lapsang Souchong
Drożdże: US-05
Serwować w temp.: 10-12*C
Niefiltrowane, pasteryzowane.

Na etykiecie znalazłem jeszcze dopisek "Nalewaj ostrożnie, zostaw osad na dnie butelki". Jak kto woli, ba, nawet Trapiści zalecają taką operację oddzielania osadu, jednak ja zawsze ostatnie parę łyków mieszam z całym błotem z dna. Drożdże piwowarskie to chyba jedyna rzecz na świecie zawierająca (prawie) cały komplet witamin z grupy B. Ewentualnie można wetrzeć to we włosy, jak moja babcia zwykła robić.

Aparycja: mętne, brunatno-miedziano-bursztynowe [5]

Piana: przybrudzona, średnioziarnista, średniowysoka i dosyć szybko opada oblepiając szkło [3.5]

Zapach:
Pierwszy niuch prosto z butelki jakby rodem z tybkowego piwa ze słodu wędzonego na końskich bobach, potem wędzonka trochę ustępuje ustępując miejsca toffi i mlecznej czekoladzie, a także wyraźnej, sianowatej nucie zielonej herbaty; wydaje mi się, że wyczuwam też dym sosnowy, ale muszę się wwąchać tak głęboko, że węch mi się znieczula zanim ją uchwycę; po ogrzaniu bazowy aromat stabilizuje się i mamy drzewno-torfowo-mlecznoczekoladowo-kawowy monolit z przypalonymi rodzynkami, orzechami i suszoną śliwką... aha, że co?? Nie wspomniałem o chmielu?? Bo go praktycznie nie wyczuwam. Jak teraz sobie o tym przypomniałem, to faktycznie gdzieś się on tam z tyłu wychyla (Gdzie jest Wally?), ale nie gra w tej kompozycji nawet trzecich skrzypiec... może jakiś trójkąt... albo czwarty flet; po ogrzaniu czuć alkohol, ale nie drażniący, idealnie wpasowujący się w kompozycję [4.5]

Smak:
Dużo treściwszy, niż zapach. Rządzi wędzonka (nadal czuję 'tybkowe na końskich bobach'), kawa i liściasta herbata, tym razem wyraźnie dymiona sosną (albo czymkolwiek iglastym, ale tak napisali na etykiecie), trochę dalej mleczna i gorzka czekolada, nutka toffi, orzechy, kompot z suszonych śliwek i gruszek i popiół, plącze się tam też żywiczność sosny; goryczka ziołowa, nieco pestkowa, chmiel jakiś taki podskórny, prawie go nie czuć wprost (poza tą goryczką), ale czuć jego obecność, piwo jest dzięki niemu bardziej orzeźwiające, nie ociężałe. [5]

Treściwość: całkiem spora, ale bez przesady

Nasycenie:
Chyba całkiem spore, bo do końca daje się zauważyć aktywność bąbelków, ale go nie zauważyłem w trakcie picia, więc przyjmijmy, że jest idealne [5]

Opakowanie: minus za to, że muszę butelkę przechować w całości, bo tej zajebistej etykiety nie da się zdjąć w całości; kapsel firmowy; flaszka pseudo-NRW [4.5]


Uwarzone przez: Browar Kingpin Sp.z.o.o., ul. Wilczak 18B/10, 61-623 Poznań; www.browarkingpin.pl
Uwarzone w: Browar Zarzecze, ul. Łęgowa 1, Zarzecze, 34-326 Pitrzykowice
Zakupione w: Piwosz w Warszawie na Płowieckiej
Cena: 9.2PLN
Degustowane: 05.08.2016r. ok. godz. 16:45 w Sulejówku
Numer warki i data ważności: 02 2016/12/22
Soundtrack: "The Book of Taliesyn" by Deep Purple

Domowe: Tybek Koncerniak (wersja Ale)


Tybek - Koncerniak wersja Ale [a.4.6%]

Chmiele: East Kent Goldings, Saaz (aromat), Zeus (goryczka)

Aparycja: jasnozłote, średnio mętne, gdyby się lepiej pieniło, wyglądałoby jak belgijski blonde [5]

Piana: średnioziarnista, wysoka, ale szybko opada zostawiając grubawy kożuch podtrzymywany przy życiu przez bąbelki [3]

Zapach: słodowo-drożdżowy, morelowo-estrowy z sianowato-ziołowym aromatem chmielu i odrobiną ziemistości i cytrusowych skórek; ta trawiastość żateckiego zawsze kojarzy mi się w takim piwie z gruutem, czyli mieszanką przypraw używaną w Belgii i Niderlandach [4.5]

Smak: drożdżowo-owocowo-ziołowy, mocno ziemisty, lekko miodowy, do tego estry i typowo belgijska suszona morela; aromat chmielu trawiasto-ziołowy, minimalnie cytrusowy, goryczka ziołowa, całkiem spora; są oznaki przeterminowania: wyraźna kwaskowość, poza tym lekka cierpkość i słodowość typowa dla piw, w których jakieś dzikie chamstwo zeżarło resztki słodu, których drożdże nie chciało jeść; w posmaku morela [4]

Treściwość: niska, chociaż była wyższa zanim się zaczęło psuć [-]

Nasycenie: wysokie, trochę za grube, ale to też pewnie jedna z oznak postępującej infekcji

Opakowanie: butelka brązowa, ma etykietę, zieloną, ładniejszą niż te z Wąsosza [-]

Producent: Bullerbyn Breweries, Tybek Browary Józefów
Zakupione w: Tybek
Degustowane: 08.05.2016r. ok. godz. 15:45 w Sulejówku
Data ważności: Csssoooo???
Soundtrack: "Korn" by Korn